
Krótko o wielokulturowej sztuce życia.
Maj 23, 2010Krzysztof Balcerzak (II rok filologia bułgarska)
Kiedy człowiek – Europejczyk stanął na nowej (amerykańskiej) ziemi, nie spodziewał się spotkać tam ludzi. Kiedy to nastąpiło, w posadach zadrżały teorie dotyczące pochodzenia człowieka i jego miejsca w świecie. Skąd na nieznanym lądzie pojawili się ludzie? Czy zostali oni stworzeni przez Boga, czy wiedzieli kim jest Bóg? Czy Chrystus, który pojawił się na Ziemi, aby zbawić ludzi, miał na myśli również i te osobniki? Początkowo wyjaśniano pochodzenie obcych na podstawie Biblii, jako zaginionego rodu, który wyruszył do Ziemi obiecanej i pomylił drogi. Doszło również do tego, że odmówiono im człowieczeństwa. Ostatecznie stwierdzono jednak, że są to ludzie. Wtedy zaczęły kształtować się teorie dotyczące sposobu ich życia. Różnił się on bowiem od europejskiej wizji świata. Ludność skondensowaną, heterogeniczną, żyjącą w plemionach wpleciono w teorie ewolucjonistyczne. Stwierdzono że człowiek i jego kultura mają charakter rozwojowy. Poszczególne poziomy nakładają się na siebie, rozwijając całkowite zasoby (postęp). Tak więc uznano, że są to kultury niższe. Jako podstawę do oceny wybrano kulturę europejską, z ukształtowanymi wtedy wartościami materialnymi i niematerialnymi (językiem, wiarą, prawem). Stąd wykreowało się pojęcie europocentryzmu – kultury przodującej nad innymi, najbardziej rozwiniętej. Dalsze studia przyniosły nowe teorie o powstaniu kultury i miejscu człowieka. Można było wtedy już mówić o wielokulturowości. Liczne , spisane badania etnografów pozwalały na taką tezę. Nikt jednak nie przypuszczał że w kolejnych wiekach kultury do tej pory odrębne, ulegną homogenizacji. Nawet jeśli, nikt z pewnością nie spodziewał się takiej skali zjawiska i wpływu na życie jednostki.
Wielokulturowość nie jest wytworem XX wieku. Już wcześniej odnaleźć daje się miejsca – tygle kulturowe – stanowiące centra styku różnych sposobów życia. Przede wszystkim porty, stolice, ale również kraje będące położone w granicach wpływu dwóch „światów”. Dobrym przykładem jest półwysep bałkański, tak dobrze znany studentom filologii południowosłowiańskich. Również Europa Zachodnia znalazła się pod wpływem tych różnorodnych prądów. Na przykład ludność żydowska, która na początku XX wieku stanowiła duży odsetek mieszkańców Europy. Były to jednak grupy które funkcjonowały obok siebie, nie następowała ich homogenizacja. Współistnienie w codziennych czynnościach, w określonych miejscach w mieście, nie mieszało się z życiem rodzinnym.
Jednak to lata po drugiej wojnie światowej stanowią okres istnej eksplozji różnorodności. Następuje bombardowanie pokoleniowych kultur uniwersalnymi wartościami gospodarki kapitalistycznej. Zmiana sposobu życia na konsumpcyjny i hołdowanie multi zjawiskom sprawia, że żywa i złączona tkanka wartości kulturowych, zaczyna się rozpadać. Przyczyniła się do tego na przykład migracja ludności ze wsi do miast, z kraju do kraju, przy czym nie następowała pełna asymilacja ludności przybyłej z zastaną. Nowi przybysze nie zjawiali się „czyści”, gotowi przyjąć nowe zwyczaje i wartości. Posługujący się często nieznanym językiem, utożsamiający się z innym wyznaniem, nie chcieli pozbawiać siebie własnej tożsamości kulturowej. Doprowadzało to chociażby do tworzenia własnych osiedli, z ludnością realizującą ten sam sposób życia. Stąd na mapie kraju zaczęły pojawiać się coraz to nowe odcienie etno-barw. Efekty były bardzo różne. Najczęściej dochodziło do radykalizowania swoich poglądów w kategorii swój-obcy. Nowe przejawy życia często budziły niepokój w kulturach, która wcześniej nie miała styczności z tak różnymi prawami. Przykładem może być w Sarajewo, które po wojnie w Bośni, nie stanie się już nigdy miejscem bezbolesnego styku 3 kultur. Ludność opuściła miasto, a na jej miejsce przybyli nowi mieszkańcy z pobliskich wiosek, którzy jednak nie byli w stanie dostosować się do wizji współżycia z przedstawicielem innej wiary.
Powyższy przykład wydaje się być bardzo dobrym do wyjaśnienia choć w części sztuki życia w warunkach wielości kultur. To miejsce w jakim mamy do czynienia z atakiem różnorodności świadczy o jej akceptacji lub negacji. Mówiąc o domu, często ma się na myśli znaną okolice, będącą ostoją dla wypełniania warunków rodzinnych (ustalonych przez własną kulturę). Oczekuje się zachowań łatwych do interpretacji w kategoriach dobra i zła. Ładu społecznego akceptowanego przez obyczaje i wyznawane prawo. Niezależnie czy są to wartości ogólnoświatowe (w myśl konwencji praw człowieka), wyznaniowe (przynależności do danej religii), czy rodzinne (zachowania zdobyte w trakcie wychowania) oczekuje się ich podobnej realizacji u mieszkańców okolicy. Zapewnia to podstawową zasadę bezpieczeństwa. Nie ma w niej miejsca na nieoczekiwane niespodzianki.
Ci sami ludzie, wyjeżdżając na wakacje, wybierają często miejsca które nie będą przypominały charakterem stałego zamieszkania. Wielokulturowość związana jest z turystyką. Tu dochodzi najczęściej do zetknięcia się z inną wizją świata. To pojęcie kryje w sobie szeroki zakres znaczenia. W końcu nawet osoby posługujące się obcym językiem, w kulturze o podobnych wartościach, maja inną wizje świata, spowodowaną konstrukcją języka i jej sposobem tłumaczenia rzeczywistości. Tak więc wybór miejsc odmiennych nie stanowi dla urlopowiczów niebezpieczeństwa, tego, które pojawiłoby się w przypadku długotrwałego kontaktu z ludźmi o odmiennej kulturze. Wczasowicze wręcz pławią się w obcych wartościach, pochłaniają je wraz z pożywieniem, oddychają nimi. Są w stanie akceptować duże odstępstwa od własnych, wyznawanych reguł. Stają się ambasadorami, którzy dyplomatycznie korzystają z każdej możliwości wzbogacenia swojego urlopu o kolejną, dodatkową atrakcje. Życie obczyzny jest dla nich rozrywką.
Jeśli jednak zdarzy się, że ta sama grupa etniczna skupi się (poprzez np. migrację pracowniczą) w rejonie zamieszkania wczasowiczów, wówczas pojawi się niebezpieczeństwo. Związane będzie z obawą zawłaszczenia własnego „bycia”. Pogląd, że kultury nie znoszą konkurencji jest w tym wypadku prawdą. Skoro na jej element składają się prawa, obyczaje, wiara, język – niektóre z nich realizują się w pojęciu narodu – jak można pozwolić na zmiany spowodowane obcą ingerencją (z natury przeciwna kultura jest wroga). To pogląd realizowany przez grupy etniczne również nie związane z kultura europejską – nie jest to wytwór kontynentu. Sytuacja wydaje się trudna do rozwiązania. W powyższym przypadku próbowano łagodzić spory, często bezskutecznie. Co więcej, humanizm europejski w chwili obecnej nie wypracował sposobu na pogodzenie stałości z różnorodnością (zmienną). Jedynym dobrym przykładem staje się pogląd, że tylko świadome kontakty z obcymi, jak również wnikliwa analiza własnej kultury, pozwala na wypracowanie własnego klucza do zrozumienia i akceptacji wielokulturowości (C. Geertz). Sztuka życia w tym wypadku realizuje się przez dążenie do wzbogacania wachlarza wiedzy antropologicznej. Podstawą tego myślenia ma być traktowanie wszelkich przejawów kulturowych w kategorii „inne” a nie „gorsze”. Ich wartościowanie bowiem sprowadza się do formułowania osądów i wypaczania znaczenia. Kultura traktowana jako narzędzie zaspokojenia potrzeb, realizuje się najpełniej w myśli użytkownika kultury. Każda potrzeba znajduje odpowiedź w programie wartości, jest uzasadniona i realizowana.
Sztuka ma charakter ciągły, w każdej chwili pojawić się może coś, co nie będzie mieściło się w danej definicji. Podobnie jest z akceptacją obcości. W pewnym momencie pojawi się element naruszający wypracowany spokój. Akceptacja staje się możliwa wtedy, kiedy siła napływu nowości jest dostosowana do możliwości przystosowawczych każdego człowieka. Czas pozwala często na pojmowanie „różnorodnego” w kategorii współczesnego humanizmu. Rzeczywistość jednak nie przyjmuje tego punktu widzenia.